Bike Jamboree Stage 20 Continues in Canada | #ScoutsPoland

🇵🇱 #etap20

#dzień11

Lake Louise – Banff – 60km

Znów przywitał nas mroźny poranek. Najbardziej jednak ucierpiały rowery, ponieważ przymarzły napędy. Oprócz złożenia całego obozu, zjedzenia owsianki, trzeba było usunąć trochę lodu z naszych jednośladów. Później było już tylko pięknie. 🙂

Wjechaliśmy na drogę krajobrazową Bow Valley, równolegle poprowadzoną do autostrady transkanadyjskiej nr 1, z tą różnicą, że przez cały dzień rowerowania minęło nas nie więcej niz 30 samochodów.

Droga równie malownicza, co Icefields Parkway. Cały czas towarzyszyła nam rzeka oraz wielkie ośnieżone szczyty po obu stronach trasy. Wrażenie było takie, że te góry się praktycznie nie kończą, tylko przybierają coraz to różniejsze formy szczytów, wszystkie dostojne i groźne, szczególnie nakryte białymi czapami śniegu. Równie mocno kusiły, by wybrać się na jakąś wspinaczkę. 🏔

Trzeba przyznać, że mocno też zmarzliśmy. Etap nie był zbyt górzysty, często poprowadzony gęstym lasem, gdzie było na pewno poniżej -8 stopni. Po drodze widzieliśmy też mnóstwo śladów zwierząt – wilków i niedźwiedzia, a śnieg – jak się później dowiedzieliśmy – był sprzed dwóch, trzech dni.

Niedługo potem wyszedł nam na spotkanie… samotny szary wilk. 🐺 Przeszedł drogę, stanął na jej środku i zmierzył nas spojrzeniem. Dopiero w takich momentach dociera do człowieka, że te wszystkie tablice ostrzegawcze, nalepki, ulotki o dzikich zwierzętach to jednak nie bajki Disneya, a po prostu kanadyjska codzienność.

Dojechaliśmy do Banff przemarznięci i pełni nadziei, że ktoś z naszych potencjalnych gospodarzy odpisze na wiadomość i przenocuje nas pod dachem. I wtedy zdarzył się cud, które w podróży występują nader często. Oczywiście nikt nie odpisał na Couchsurfingu lub Warmshowers, ale jedna z pań pracujących w informacji turystycznej na dworcu kolejowym – pierwsze miejsce w miasteczkach, gdzie idziemy się ogrzać i sprawdzić internet – zaprosiła nas do siebie na noc! 👩 ❤

Godzinę później przeszczęśliwi jechaliśmy autobusem do Canmore – miejscowości równie dużej co Banff, ale mniej turystycznej, położonej 20 km dalej.

Trafiliśmy na bardzo urocze osiedle domków wielorodzinnych i chwilę później już staliśmy w ciepłym wnętrzu jednego z nich, serdecznie powitani przez Bruce’a i psa Olli’ego. 🏡 Gospodarz nieco zaskoczony, ale gościnny, jak wszyscy ludzie, na których trafiliśmy do tej pory w Kanadzie, czy to śpiąc u nich, czy po prostu rozmawiając po drodze.

Wieczór upłynął w bardzo miłej, zabawnej atmosferze. Do tej pory nocowaliśmy u osób, które wiekiem odpowiadają naszym rodzicom lub są starsi. Zostaliśmy nakarmieni, przepytani z naszej drogi i projektu. Polskę zostawiliśmy sobie na następny wieczór…

#dzień12

Zero rowerowania!

Dzień nowości! Przede wszystkim pierwszy raz zostawiliśmy rowery w szopie na cały dzień i pojawiła się taka myśl, że chodzenie też daje dużo przyjemności! 😀

Dłuższe spanie, poranna kawa z wprost cudownym widokiem na góry Banff National Park – zdecydowanie lepsza panorama niż na widokówkach w sklepach – i zdecydowaliśmy się rozdzielić.

Wojtek, jako zdecydowanie największy rowerowy zapaleniec z naszego grona, podwinął rękawy, wziął smary i poświęcił swój dzień na przegląd i małe naprawy naszego sprzętu. 👨‍🔧

Monika z Jagodą uzbrojone w listę zakupów ruszyły na podbój kanadyjskich marketów, byśmy nie tylko mieli co jeść w drodze, ale też na kolację z naszymi gospodarzami.

Aja, czyli Maciek, korzystając z wprost idealnej pogody – coś w stylu, kiedy jedziesz na tydzień na narty w Alpy, a wracasz opalony – pojechał do Banff, by przede wszystkim zobaczyć pocztówkowy Banff Springs Hotel – wybudowany w XIX wieku przez koleje, które doprowadziły do Banff linię kolejową, przy okazji odkrywając gorące źródła i wielki potencjał turystyczny miejsca – “Jeśli nie możemy eksportować tego piękna, zaczniemy importować tu ludzi”.

Banff to miasteczko kurortowe, położone w dolinie i otoczone szczytami małymi oraz sięgającymi ponad 3300m. Według statystyk co roku przyjeżdża tu ponad 4 mln ludzi (uff, dobrze, że my w listopadzie). To raj dla ludzi uprawiających przeróżne sporty: narciarstwo wszelkiego rodzaju, wspinaczkę, rowerowanie, spływy kajakowe. Ale też idealne na spokojne i łatwe spacery czy kąpiele termalne w gorących źródłach góry Sulphur Mountain.

Jak we wszystkich nie-metropoliach Kanady, które widzieliśmy do tej pory, dominuje tu niska zabudowa. Próżno szukać budynków historycznych czy atrakcji architektury (do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie na każdym kroku). Dużo hoteli, sklepów z pamiątkami czy marek outdorrowych. Oczywiscie są tez miejsca typowe, jak urząd, poczta, kościół itp.

Przez Banff przepływa Bow River i wyznaczony jest bardzo malowniczy szlak przy jej biegu. Mimo ładnej pogody (w słońcu), ale sporego mrozu (w cieniu) widziałem wędkarzy po pas w lodowatej wodzie. 🎣

Droga do Banff Springs Hotel prowadzi albo rzeką albo normalnie drogą wśród domków i domów. Nagle z tej usypiającej sielanki wyrasta potężny kolos – zamek, kolorem przypominającym okalające go góry, ze strzelistymi wieżami, skośnym dachem. Skojarzenia z “Lśnieniem” Stanleya Kubricka wskazane, choć tamten hotel znajduje się w USA.

Ruch panuje jak w mrowisku. Samochody przyjeżdżają i odjeżdżają, a ja – choć nigdy bym tu nie nocował – dziarskim krokiem wchodzę do środka. A tam ogromne kamienne sale, oczywiście wyłożone dywanami, wykładzinami i drewnianym wyposażeniem. Jest ciepło i widno. Kieruję się do restauracji na drugim piętrze, zamawiam kawę i coś do przegryzienia i napawam się widokiem na taras i oświetlone słońcem szczyty w oddali. Czasami napawanie się takimi widokami z ciepłego wnętrza wystarczy. I to był ten moment. 🙂

A w domu praca wre. Dzisiaj my przygotowujemy kolację. I tu jestem wdzięczny dziewczynom i Wojtkowi, że zajęli się wszystkim podczas mojego odkrywania Banff.

Na kolację zaserwowaliśmy placki ziemniaczane i szarlotkę. Zapach, jakbym wchodził do swojego domu w Wałbrzychu, a nie 9 tys kilometrów na zachód. Wieczór upływa na jedzeniu i rozmowach, tych poważnych oraz bardzo zabawnych. Happy days!

Sen statystyka:

Przejechane kilometry : 677

Łącznie podjazdów: 5196 m

Dni na rowerze: 11

Dni bez roweru: 1

Owsianka na śniadanie: 10

Dni bez złapania dętki: 1 – bo nikt nie wsiadł na rower 😀

Prysznic: 3 razy

Nocleg pod dachem: 3

Noclegi pod dachem z psami w domu: 3

Noclegi, gdzie jedliśmy wypiekany przez gospodarzy chleb: 3

🇨🇦 #stage20

#day11

Lake Louise – Banff – 60km

The frosty morning greeted us again. However, the bikes suffered the most because some of the parts were frozen. So besides typical morning activities, we had to remove some ice from our bikes. Later it was only beautiful. 🙂

We entered the landscape road of Bow Valley, parallel to the Trans-Canadian Highway No. 1, with the difference that no more than 30 cars passed us through the entire day of cycling.

A road as picturesque as the Icefields Parkway. All the time we were accompanied by the river and large snow-capped peaks on both sides of the route. The impression was that these mountains practically do not end, only take more and more different forms of peaks, all dignified and dangerous, especially covered by white snow caps. They were equally tempted to go climbing. 🏔

I must admit that we were also very cold. The stage was not very mountainous, often run in dense forest, where it was definitely below -8 degrees. Along the way, we saw a lot of traces of animals – wolves and bear, and the snow – as we later learned – was two or three days ago.

Soon afterwards, he came to meet us … a lonely gray wolf. 🐺 He crossed the road, stood in the middle of it and looked at us. It is only at such times that the human being is reached, that all these warning boards, stickers, leaflets about wild animals are not Disney’s stories, but simply Canadian everyday life.

We arrived to Banff, frozen and full of hope that someone from our potential hosts would write to us and put us in the room. And then a miracle happened that happens very often on the road. Of course, nobody wrote back at Couchsurfingu or Warmshowers, but one of the ladies working at the tourist information at the railway station – the first place in the towns where we go to warm up and check the Internet – invited us to each other for the night! 👩 ❤

An hour later we were happily traveling by bus to Canmore – a town as large as Banff, but less tourist, located 20 km away.

We came across a very nice multi-family housing estate and a moment later we were in the warm interior of one of them, warmly welcomed by Bruce and Olli’s dog. 🏡 The host is somewhat surprised but hospitable, like all the people we’ve come to in Canada so far, whether sleeping with them or just talking on the road.

The evening was spent in a very nice, fun atmosphere. Until now, we have stayed in people who are age-matched to our parents or are older. We were fed, interviewed about our path and project. We left Poland for the next evening…

#day12

Zero cycling!

New day! First of all, the first time we left the bikes in the shed for the whole day and there was such a thought that walking also gives a lot of pleasure! 😀

Longer sleep, morning coffee with a simply wonderful view of the Banff National Park – definitely a better panorama than on the postcards in stores – and we decided to separate.

Wojtek, by far the biggest bicycle igniter from our group, rolled up his sleeves, took the grease and devoted his day to the review and small repairs of our equipment. 👨🔧

Monika and Jagoda, armed with a shopping list, set off to conquer Canadian markets so that we would not only have something to eat on the way, but also to have dinner with our hosts.

And me – Maciek – using the perfect weather – something like when you go skiing for a week in the Alps and you get back tanned – he went to Banff to see the postcard Banff Springs Hotel – built in the 19th century by railways that led to Banff line by the way, discovering hot springs and great tourist potential of the place – “If we can not export this beauty, we will start to import people here”.

Banff is a resort town, located in the valley and surrounded by small peaks and reaching over 3300m. According to statistics, over 4 million people come here every year (phew, it’s good that we are in November). This is a paradise for people practicing various sports: skiing of all kinds, climbing, cycling, kayaking. But also ideal for quiet and easy walks or thermal baths in the hot springs of Sulfur Mountain.

As in all the non-metropolises of Canada, which we have seen so far, low-rise buildings predominate here. You can not look for historical buildings or architectural attractions (what we are used to in Europe at every turn). A lot of hotels, souvenir shops and outdoor brands. Of course, there are also typical places, such as the office, post office, church etc.

Ban River flows through Banff and a very picturesque trail is marked out. Despite the nice weather (in the sun), but a lot of frost (in the shade) I saw anglers stripe in the icy water. 🎣

The road to Banff Springs Hotel runs either by the river or normally along a road among houses and houses. Suddenly from this sleepy idyll grows a huge colossus – a castle, reminiscent of mountains surrounding it, with towering towers, sloping roof. Associations with Stanley Kubrick’s “Shine” are advisable, although the hotel is in the USA.

The movement prevails like an anthill. The cars come and go, and I – although I would never stay here – I step inside. And there are huge stone rooms, of course lined with carpets, carpets and wooden furnishings. It is warm and light. I go to the restaurant on the second floor, I order coffee and something to chew on and enjoy the view of the terrace and sun-lit peaks in the distance. Sometimes it’s enough to enjoy such views from the warm interior. And that was the moment. 🙂

And at home we had full hands! Today we are preparing dinner. And here I am grateful to girls and Wojtek that they took care of everything during my discovery of Banff.

We served potato pancakes and apple pie for supper. Smell, as if I was entering my home in Wałbrzych, not 9,000 kilometers west. The evening is spent on food and conversations, serious and very funny. Happy days!

The dream of statistic-man:

Kilometers traveled: 677

Total driveways: 5196 m

Days on the bike: 11

Days without bicycle: 1

Oatmeal for breakfast: 10

Days without catching the inner tube: 1 – because no one got on the bike 😀

Shower: 3 times

Accommodation under the roof: 3

Accommodation under the roof with dogs at home: 3

Accommodation, where we ate bread baked by the hosts: 3

Advertisements

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s